sobota, 9 stycznia 2010

Szaleniec z lamusa czyli pomysły Stanisława Szukalskiego

W 1926 roku zatrzęsło polskim światkiem artystycznym. Bezpośrednim sprawcą owego wzburzenia był projekt pomnika Adama Mickiewicza w Wilnie, przedstawiający nagiego wieszcza półleżącego na piramidzie schodkowej (żywcem wziętej ze sztuki prekolumbijskiej) i karmiącego orła broczącą z serca krwią. Orzeł z kolei siedział na łuku tęczy, ze skrzydłami wyrastającymi ponad figurę Mickiewicza.

Zresztą, wieszcz był do siebie podobny tylko z facjaty (i może cierpienia za miliony), a ogólne wrażenie ładnie oddał opis czytelnika „Ekspresu Wileńskiego”: na pomniku siedzi obdarty z szat i skóry człek, w plecy pazurami wbił się wampir, potworną szyję wbił golasowi pod pachę, dziób wpił mu w serce i żłopie krew. Cierpiętnik krzywi się nieludzko, nogą woła o ratunek i pomstę. Brrr… Autorem tego wstrząsającego dzieła był Stanisław Szukalski, zwący siebie Stachem z Warty, rzeźbiarz, architekt, nacjonalista, antropolog-amator, a przede wszystkim ekscentryk, pieniacz, a wręcz (nie bójmy się tego słowa) fantasta. W dziedzinie dziwactwa życiowego jak równy z równym mógłby rywalizować z samym Lovecraftem i zdaje się, że wygrałby przez nokaut, choć rzeczy pisanych pozostawił po sobie niewiele, m.in. „Dziejawę w 10 Odmroczach” i czterdzieści dwa tomy rozważań teoretycznych na temat macimowy i zermatyzmu.

CZYTAJ DALEJ

Kolonie RP z lamusa, czyli jak być mogło

Wyobraźmy sobie, że jest rok, powiedzmy, 1976. Polska właśnie kolejny raz zwiększyła eksport kauczuku, stając się jednym z czołowych producentów gumy naturalnej na świecie.


Niestety, zbiory bananów okazały się w tym sezonie wyjątkowo marne – to pewnie początki zmian klimatu.

Województwo Amazońskie przeżywa napływ turystów, a bogaci Polacy masowo wyjeżdżają do swych afrykańskich domów zimowych, gdzie chronią się przed europejskimi mrozami. Stać ich na to, w końcu dorobili się na wydobyciu ropy naftowej i sprzedaży gór lodowych, naszej narodowej specjalności. Polska jest ostatnią potęgą kolonialną. Stało się tak dzięki mądrej polityce kolonizowania terenów bez wojen i za zgodą miejscowej ludności, której rycerscy Słowianie, znani z tolerancji, zawsze nadawali obywatelstwo naszego kraju. Dobrze, może z tą tolerancją to trochę przesada. W końcu wszyscy pamiętają krwawe zamieszki na tle rasowym w Radomiu i kolonizowanie Madagaskaru.

Czy to fragmenty kolejnej zapomnianej powieści Stefana Barszczewskiego? Nie. Wbrew pozorom, takie marzenia snuli poważni przedstawiciele elit Drugiej Rzeczypospolitej.

CZYTAJ DALEJ

Patrzyła na niego pochutliwie, czyli erotyka z lamusa

Wydawać by się mogło, że w przedwojennej literaturze fantastycznej nie było miejsca na podniety erotyczne...

Narodziny motoryzacji i lotnictwa, pojawiające się co roku epokowe wynalazki, a do tego wirujące stoliki i ektoplazma – wydawać by się mogło, że w takim natłoku podniecających inspiracji w przedwojennej literaturze fantastycznej nie było już miejsca na podniety erotyczne. Pradziadowie jednak nie ograniczali się do zachwytów nad łydkami wampów tańczących charlestona i oglądaniu roznegliżowanych pań na fotografiach chowanych wstydliwie w bieliźniarce. Podczas lektury polskiej literatury fantastycznej z tego okresu odnajdziemy wiele scen, które musiały wywoływać rumieniec na licach przodków. Dużą zasługę ma w tym oczywiście słynna kozetka doktora Freuda, gdzie damy odkrywały tajemnicze powody cierpienia na uporczywe „globusy” i dzięki której nie tylko awangardowi pisarze mogli poruszać tematy dość pikantne; czynili to także popularni rzemieślnicy fantastyki z Biblioteki Groszowej.

CZYTAJ DALEJ